Zastanawiając się, gdzie by tu pojechać na wspinaczkowego tripa w środku zimy, w pierwszej kolejności do głowy przychodzą klasyki: El Chorro, Leonidio, Kalimnos  a może Sycylia. Jednak w tym roku szczęśliwy traf sprawił, że usłyszałem taką oto radę: zapomnij o Kalimnos i tych wszystkich Hiszpaniach, jedz do Turcji, do Geyikbayiri, tam jest najlepsze wspinanie.

Łamiąc się jeszcze pomiędzy bardzo popularnym ostatnio Leonidio, a Geyikbayiri przeanalizowałem standardowy koszyk zakupów spożywczych, przecież wyjazd miał być na kilka tygodni, więc miało to znaczenie. W zawodach koszykowych Turcja znacznie wyprzedziła Grecję i co wydało mi się zaskakujące, również Polskę. Ostateczną decyzję podjąłem jak zobaczyłem ten wykres:

Łącząc powyższe oraz ostatnie wydarzenia polityczne w Turcji i to, co zastaliśmy na miejscu, trudno oprzeć się wrażeniu że Erdogan* usilnie zabiega o to, żeby klasyki Geyikbayiri nie zostały za szybko wyślizgane, wspinacze nie wydali majątku na wakacjach, a w sektorach słychać było szum wiatru i śpiew ptaków zamiast charakterystycznego zgiełku wydawanego przez kolorowy tłum pod skałkami.

 

*Recep Tayyip Erdoğan – prezydent Turcji

 

Podróż

Podróż autem do Azji sama w sobie jest już sporą atrakcją,jest też najtańszą  możliwością, zwłaszcza gdy się dysponuje samochodem z instalacją LPG.Wybraliśmy zatem opcje samochodową. Jechaliśmy przez Słowację, Węgry, Serbię, Bułgarię i Turcję, czyli jakieś 2500 km w jedną stronę. Trochę obawialiśmy się o stan dróg w Turcji, ale jakież było nasze zdziwienie, jak zobaczyliśmy, że każda autostrada w Turcji ma w standardzie trzy pasy w każdą stronę, a drogi krajowe przypominają europejskie autostrady. No cóż, smutna konkluzja była taka, że najgorszy odcinek to ten z Krakowa do Budapesztu. Na całej trasie nie było żadnych problemów,
a stacji z LPG nie brakowało. Jedynie na granicy tureckiej musieliśmy rozpakować cały samochód i odstawić go na coś w rodzaju samochodowego rentgena. Straciliśmy na tym około godzinę, ale była to jedyna niedogodność jaka spotkała nas przez całą drogę.

Na miejsce można też dotrzeć samolotem na lotnisko w Antalyi, jednak z Krakowa bilety były dość drogie. Warto sprawdzić połączenie lotnicze ze Lwowa lub z Niemiec, wychodzi to zdecydowanie korzystniej finansowo.

 

Turcja

Jadąc przez Istambuł odnieśliśmy wszyscy podobne wrażenie, cytując klasyka : “Mają rozmach …” a zaraz potem: “Ta cała Unia to Turcję może w tyłek pocałować.” Generalnie to “Czuć piniądz”. Prowincja jest skromniejsza, ale uwzględniając różnice klimatyczne i kulturowe, nie odbiega od naszej średniej krajowej.

W Antalyi (20 min jazdy od Geyikbayiri) jest wiele atrakcji turystycznych wartych odwiedzenia – nas nic nie zainteresowało 🙂 przynajmniej na tyle, żeby zostało w pamięci na dłużej.

Antalya w pełnej okazałości

 

Zabytki Antalyi

 

Natomiast jadąc około 45 min na północny wschód od Antalyi, znajdziemy ruiny antycznego miasta Termessos. Zwiedzanie tego zabytku robi wrażenie i jest kompletnie innym przeżyciem od zwiedzania tego typu zabytków w Europie. Tutaj możemy wszędzie wejść, wszystkiego dotknąć, nie ma barierek, zakazów, tłumów i opisów, trzeba się samemu odnaleźć i domyślić na co się patrzy i gdzie się jest (przewodnik może się przydać). Uznanie i podziw dla budowniczych miasta gwarantowane w cenie biletu (5zł).

Antyczny teatr w Termessos mogący pomieścić około 4200 osób.

Zwiedzanie Termessos czasami było problematyczne. Na zdjęciu problem za około 6A

 

W Akdamar (miejscowość obok Geyikbayiri) w każdą niedzielę jest targ, na którym można kupić owoce, warzywa, przyprawy i wiele lokalnych produktów. Jest to też świetna okazja żeby spróbować gozleme lub kebaba. Jest tylko jeden kłopot – jeśli nie mówimy po turecku i nie mamy śniadej karnacji to po takich zakupach może towarzyszyć nam delikatne uczucie nie zrobienia najlepszego interesu, potocznie zwane robieniem w człona. Ceny w supermarketach są porównywalne i z góry określone.

Zdobyte na targu tureckie specjały gotujemy w dostępnej na kempie kuchni

 

W samym Geyikbayiri jest kilka kempingów, po krótkim rozeznaniu wybraliśmy Josito Camp. Za  niewygórowaną cenę 4 Euro za noc była dostępna najlepsza infrastruktura, wszystkie możliwe udogodnienia jakie można sobie wyobrazić na kempingu,a  jedynym minusem był wolny Internet. Jest też możliwość wynajęcie bungalowów. Kemping jest prowadzony przez sympatycznego Niemca Tobiasa, co przekłada się na nienaganny ład i porządek.

Camping Josito, w skały nie jest daleko

Podstawowe wyposażenie campingu

 

Jeśli w trakcie waszego pobytu wypadnie jakieś święto dające nawet niewielki pretekst do imprezowania, warto zajrzeć do sąsiada czyli campingu Kazban’s Camp –  tam na pewno będzie się działo. Kazban’s Camp prowadzą dwaj Turcy, a atmosfera jest tam bardziej swobodna. My mieliśmy to szczęście że trafiliśmy na walentynki i jednocześnie w tym samym dniu wypadała środa popielcowa. Nie wiedząc co mamy robić poszliśmy na imprezę do kempingu Kazban’s a po powrocie  wyniesione różowe serduszka spopieliliśmy i posypaliśmy głowy popiołem.

 

Wspinanie

O wspinaniu można by napisać bardzo krótko: rewelacja. A wchodząc w szczegóły to tak: główny sezon zaczyna się późną jesienią i kończy wczesną wiosną, nie znaczy to jednak, że wczesną jesienią i późna wiosną nie da się wspinać. Da się, tylko trzeba szukać cienia. Niestety w najbliższej okolicy Geyikbayiri może być trochę kłopotliwe, bo oprócz sektora Trebenna, który ma wystawę północną, pozostałe sektory mają wystawę mniej lub bardziej południową. Do wszystkich sektorów opisanych w przewodniku dojdziemy pieszo w czasie nie dłuższym niż 30 min, więc na miejscu samochód nie jest potrzebny (jednak ułatwia zaopatrzenie, bo na Josito camp jedzenie choć bardzo dobre ma ceny europejskie), ponadto przemieszczanie się w Turcji autostopem jest łatwe i powszechne. Najbliższe sektory zaczynają się dosłownie 30 metrów od campu, można dopingować wspinaczy popijając kawkę przed namiotem.

Sektor Trebenna, przez cały dzień w cieniu

 

W topo zaktualizowanym w 2014 r. jest taka ilość dróg, że na kilka kilkumiesięcznych tripów zupełnie wystarczy, ale szybki rzut oka na okolicę uświadamia, że przynajmniej drugie tyle dróg nie  jest w tym przewodniku ujęte i w tej sprawie warto rozmawiać z lokalsami. Na pewno polecą oddalone o 30 min. jazdy Citbidi. W 2014 do obu tych miejscowości zawitał Petzl Rock Trip. Nie polecam konkretnych dróg bo wszystkie były ładne, przez cały pobyt trafiłem tylko na jednego parcha. Oczywiście przy wyborze drogi warto kierować się wrażeniami estetycznymi i ilością magnezji na ścianie.

Skała to w przeważającej większości pomarańczowy wapień, bardzo bogaty w przeróżne formacje. Tuf i stalaktytów jest pod dostatkiem a wspinanie jest bardzo trójwymiarowe. Dla miłośników pionów i mniejszych chwytów też znajdzie się coś odpowiedniego. Jeśli nasza wyobraźnia wytworzy jakąś formację,po której chcemy się wspinać, to na pewno tam ją znajdziemy (z wyjątkiem rys). Wspinanie zaczyna się od 5a a kończy na 8c. Najwięcej ładnych dróg jest w przedziale od 6b do 8b i dla wspinaczy na tym poziomie, jest to prawdziwy raj. Bardzo fajne jest to, że obok siebie znajdują się drogi o różnych poziomach trudności, więc przy zróżnicowanym poziomie ekipy, nie ma problemu z wyborem sektora. To, co nas najbardziej zaskoczyło w tureckich skałach, to tarcie – nawet największe klasyki nie są wyślizgane (powrót na jurę będzie bolesny). Najbardziej spodobały mi się dwa sektory: Sarkit na chłodniejsze dni i Trebenna na upały. Mimo że nasz pobyt przypadł na przełom stycznia i lutego, w niektóre słoneczne dni nie dało się wspinać ze względu na wysoką temperaturę.

W słońcu nie było zimno

Sektor Alabalik droga Happy three friends 7c

Sektor Alabalik

 

Podsumowanie

Doskonałe wspinanie w doskonałej skale wciągnęło nas tak bardzo, że nie wyjechaliśmy poza najbliższe okolice Geyikbayiri. Następnym razem (bo jestem przekonany że taki nastąpi) trzeba będzie odwiedzić te dalej położone sektory.

Wiele osób ma wątpliwości: czy w Turcji jest bezpiecznie? Patrząc na nasze jednostkowe doświadczenia nie ma się do czego przyczepić. Czuliśmy się bardzo bezpiecznie, a w campingowej komunie w Geyikbayiri nawet za bezpiecznie – zdarzało się zostawić telefon lub dokumenty na kempingowym stole i przez cały dzień nic nie zginęło. Ze strony lokalnej ludności spotkały nas same pozytywne doświadczenia, choć bariera językowa była trudna do pokonania. W Antalyi i w trakcie podróży nie towarzyszyło nam wrażenie, że coś nam grozi, jedynie w lokalnej telewizji, częściej niż zwykle pojawiały się wojskowe śmigłowce i panowie w mundurach o smutnych twarzach. Jak na kraj, w którym parę lat temu odbył się pucz wojskowy i który obecnie prowadzi regularną wojnę w Syrii, to całkiem dobry wynik:).

 

Na koniec jeszcze kilka zdjęć:

Sektor Magara

Sektor Magara

  

Sektor Alabalik rozgrzewkowe 6b

 

Sektor Trebenna, nawet drogi z 6a wyglądają

Sektor Magara droga nieznana

Wieczorne gry i zabawy

 

Michał Makowski

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment